niedziela, 26 maja 2013

,,Czalendż" C.D.

   Hej! Wczoraj byłam na mega krejzolskim spaniu z Olusią i prawdę mówiąc nie miałam czasu nic napisać. Ogólnie świetny początek ferii! 
   Kontynuuje mój ,,Czalendż"! 

Dzień 2: Coś co żałujesz, że nie zrobiłaś rok temu. 

Hmmmm, nie mam kompletnego pojęcia. 

Czy liczy się ostatni rok szkoły? To w końcu rok

Dobra, piszę o roku szkolnym, ponieważ nie mam pomysłu na ogólny rok 2012. 

  Żałuję, że w ostatnim roku szkolnym nie byłam pewna siebie. Na początku roku szkolnego przyjaźń z jedną z moich przyjaciółek się rozpadła, i żałuję, że odeszłam od grupy tak szybko i zdecydowanie za łatwo. Kto wie, może mogłabym się z nią jakoś pogodzić  lub przynajmniej ciągle kolegować się z pozostałymi członkami grupy. Po tej rozsypce nie byłam pewna siebie i było mi dosyć ciężko w szkole. 

  Za to, nie żałuję, że przez to przeszłam, ponieważ bez tego nie byłabym taka jaka jestem teraz! :)

♥♥♥



   Mniaaam! Haribo specjalnej edycji, a ja jako Haribo-holiczka bardzo się cieszę. Niebieskie misie są bardzo smaczne, no i mam frajdę cały dzień. 

<czy zauważyliście te umiejętności robienia kolażu?>

Taka już jestem. 

Całusy, uściski i uśmiechy, 
Julka

piątek, 24 maja 2013

Coś nowego!



  Pomyślałam- Coś nowego, czemu nie? W końcu nie mam o czym pisać (chociaż tak jak mówiłam wcześniej mam przedziwne życie), więc może po prostu zrobię sobie taki mały Czalendż i będę miała z głowy te 31 wpisów ;) 


    Znalazłam tylko taki ,,Czalendż", który mi się spodobał. Niestety zadania na liście są po angielsku, a nie chciało mi się ich tłumaczyć, więc będę pisała je po polsku na początek każdego postu. Od razu mówię, że nie będę pisała codziennie (będę próbowała, ale nie wiadomo czy mi się uda!).

Nie będę tracić czasu i od razu biorę się do pisania!

Dzień 1- Coś czego nie możesz się doczekać w tym roku.


Large

     WAKACJI! Tak, tego najbardziej nie mogę się doczekać w tym roku. Ciepła, lodów, krótkich spodenek, sandałów, pływania, MOICH URODZIN (!). Cieszę się także na trzy-tygodniowy wyjazd do Polski (może zostanę na dłużej sama, mam nadzieję). Tak się stęskniłam za nią od moich ostatnich odwiedzin w październiku. Od razu mówię, że nie stracę chociaż jednego dnia. Będę spotykała się z moimi koleżankami, spędzała czas z kuzynkami i rodziną i po prostu żyła prawdziwym polskim życiem. Oficjalnie kończę szkołę 24 lipca (bleblebleble, angielska szkoła -,-), ale namówiłam (znaczy nie powiedziałam tacie, kiedy dokładnie kończę szkołę) tatę, żebyśmy pojechali od razu, gdy zacznie swoje wolne 20 lipca. Jeśli okażę się, że nie będę miała możliwości zostać dłużej, wrócę do Anglii, będę spotykać się z angielskimi kumpelkami, zwiedzać Londyn i ogólnie cieszyć się życiem (trochę mniej niż w Polsce, ale nie narzekam!). 

♥♥♥♥♥♥♥♥♥
   A tak ogólnie zaczęłam dzisiaj ferie (kończące się w następną niedzielę). Potem siedem okropnych tygodni szkoły, ale przeżyję, jeśli będę sobie przypominała, że po tej męczarni będą wakacje. Jednak jest światełko w tunelu.  

Pogoda do dupy, nawet nie pytajcie! Ma się poprawić, ale osobiście, nie widzę tej zmiany. Taka jest angielska pogoda! 

Całusy i uściski, 
Julełka

czwartek, 16 maja 2013

Nauczyciel dominuje klasą?

   Jak to dziwnie tak przysiąść przed komputerem i zamiast oglądania kolejnego odcinka ,,Pamiętników Wampirów" wreszcie zrobić coś produktywnego. Dopiero wczoraj zauważyłam, że tak długo nie pisałam po tym jak mama przeglądała mojego bloga. Pyta: Czemu już nic nie piszesz?, a ja odpowiadam: nie mam o czym pisać. Nie mówiłam do końca prawdę, przecież wiodę życie pełne potyczek i przygód i założyłam bloga, aby dzielić się moimi doświadczeniami z innymi. 
   Dobra, nie będę Was zanudzać. 

Nauczyciel dominuje klasą? 

  Sytuacja jest taka sama, wszędzie. W Polsce, w Anglii i gdzie tam chcecie. Nauczyciele próbują sobie wmówić, że dominują klasą. Rozumiem, że to oni są nauczycielami, a my uczniami, ale czasami (w większości przypadków) wykorzystują tą role. Metoda na dobre nauczanie to nie krzyk, ani kłócenie się, ale zrozumienie uczni/a, pośmianie się z żartów, bycie człowiekiem, a nie sztywnym nauczycielem! Każdy wie, że najlepszy nauczyciel ani razu nie podniósł  głosu w swojej karierze, a bez tego cały czas umie zapanować nad klasą.
  Dzisiaj miałam parę niemiłych konwersacji z nauczycielkami. Oczywiście z moimi 'ulubionymi'. Na drugiej lekcji babka, a raczej babon z muzyki, którą nie cierpię podeszła do mnie tuż po dzwonku. Nie uczyła nas dzisiaj, ponieważ mieliśmy studentkę, która prowadziła nam lekcję. Dostaliśmy po wejściu do klasy kartkę z zadaniami. Przez pierwszą minutę czy dwie przeczytałam sobie wszystkie pytania (i muszę przyznać, że nie miałam za dużo chęci, ponieważ tak jak mówiłam nie cierpię jej, ale i także przedmiotu). Podeszła do mnie i pyta się czy w ogóle zamierzam zrobić zadania -zdegustowanym tonem. Odpowiadam, że może  (chyba za dużo używam tego słowa 'może' więc chyba myślałam, że powiedziałam 'tak' -zresztą to nie ważne) i podnoszę długopis żeby zacząć pisać, a ona od razu denerwuję się i podnosi głos i pyta, czy rzeczywiście powiedziałam: może. Mówię prawdę, a ona od razu 
się bulwersuję.

15174_341559195966324_440630491_n_large
   Kompletnie nie wiem o co jej chodziło. Zażartowałam sobie i od razu zabrałam się do pracy, a ona denerwuje się i podnosi  głos, dlaczego? Żeby pokazać, że to ona dominuje klasą. 
   W klasie są gorsze przykłady uczni, nie wiem dlaczego na mnie dzisiaj wypadło. 
   Jedyne co mnie cieszy jest to, że ONA na pewno nie ma jednego ucznia w szkole, który powiedziałby: TAK, to moja ulubiona nauczycielka. 

A Wy? Macie jakieś niemiłe sytuacje z nauczycielami? Albo macie jakieś przykłady nauczyciela dominującego klasą? Jak zwykle czekam na Wasze zdanie na ten temat ;) 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Julka i bieganie

  Tak jak mówiłam Wam ostatnio, jednym z moich celów w te ferie (half-term, wiecie te przerwy między semestrami i pół-semestrami, które mam!) było bieganie. Wszystko super-hiper, mam partnerkę do biegania, ale będzie fajnie. A tu nagle, po paru dniach (!) odzyskiwania sił (Oj te cholerne zakwasy!) Julełka chcę sobie pobiegać, a partnerka mówi, że nie jest w stanie, bo pomalenżowała i jest: zmęczona. Smucę się, bo wiem, że przez to moja kondycja naprawdę się nie poprawi. Potem wpadam na pomysł: Sama pójdę biegać! 
  Znajduję na Google stronę z trasami w okół Wieśville (dopiero po wczorajszym biegu zdałam sobie sprawę, że właściwie mieszkam na wsi, stąd PB nabywa nowy przydomek: Wieśville), bo wolę w tym akurat momencie nie być kreatywna. Po mieście (które znam bardzo dobrze, a szczególnie jak dojść do Subway'a i McD) nie chcę biegać, ponieważ a) ktoś z gimbazy może mnie zobaczyć (!), b) ludzie mnie wyśmieją, c) McD 'zaprosi' na ciastko. Postanawiam, że pola w okół Wieśville to perfekcyjne miejsce na bieg. Robię sobie szybkiego screenshot'a na Ipod'zie, szybko wysyłam zdjęcie na Instagram'a, aby pokazać wszystkim jaka to jestem fajna i, że idę biegać, ponieważ rzeczywiście nie umiem biegać. 
    
Kolejna nieudana przeróbka Instagram'owa ;<

  Najpierw gubię się w Wieśvillowskich uliczkach. Potem kręcę się na polu golfowym szukając przejścia pod  koleją. Potem skręcam w złą uliczkę i biegnę przez park/las, potem farmę, potem pola. Następnie kompletnie ignoruję mapkę i biegam sobie w okół pola, przez płot, wpadam w rzekę, bo nie mogę znaleźć mostu. W końcu wracam znowu przez pole golfowe, bo już dalej nie mogę biegnąć, a po drodze widzę bażanta. Na szczęście nikt mnie prawie nie widzi, oprócz starych amatorów golfa i matki z córką, które wyglądały bardzo polaczkowo.

Krótko mówiąc, następnym razem na pewno lepiej mi pójdzie! 

Jeśli w ogóle będzie jakiś następny raz.

Kochająca Was Julełka!



środa, 3 kwietnia 2013

Julełka wróciła, miks zdjęć: Co przez ten czas robiła?

   A z moją przerwą w blogowaniu było tak. Następnego dnia Dragon (także zwana Matulą) zadzwoniła do mnie. 'Tęsknie za Tobą ogromnie córeczko, przyjedź do nas, wakacje bez Ciebie to nie wakacje'. Szybko pojechałam na Heathrow, zostawiając kuzynkę i brata w mieszkanku i poleciałam najwcześniejszym samolotem do Havany. Już następnego ranka paliłam cygara, piłam Mojito i opalałam się na piaszczystych kubańskich plażach olewając szkołę i jakiekolwiek obowiązki. 

Hahah, taki żarcik Prima Aprilisowy

Oto ja Julia Eulalia. <wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać>.

    Od ostatniego posta, miałam moje Bierzmowanie. Po licznych rozmyślaniach wybrałam imię Eulalia. Możecie się śmiać, ksiądz się śmiał. W drugim i trzecim miejscu znalazła się Augustyna i Winifreda. Eulalia jest patronką Barcelony, męczennicą, która umarła za wiarę w Boga w wieku trzynastu lat. Myślałam, że imię bardzo do mnie pasuję... 


   Zamiast chodzić do szkoły woziłam się po najbogatszych dzielnicach Londynu avec moi kuzynką Dominisią (tak zwaną Szymek). Żarcik. Tylko w weekendy, a przecież London Eye jest dla wszystkich... 

  Rodzice także wrócili z Kuby (chyba 2 tygodnie temu, czy coś w tym stylu). Przywieźli mi trochę cukierków i cieszyłam się jak głupia, ponieważ jeszcze takich nie jadłam. Zjadłam je całe w weekend (byłam chora i nie miałam nic do roboty). Wzięli ze sobą także dużo rumu i cygar. Nie podzielą się ze mną, a mówią, że to JA nie umiem się dzielić


   Oto jedyne zdjęcie, które przetrwało aktualizacje mojego Ipoda. Najpierw karta sd zablokowała mi się w aparacie, a potem to. Dziękuje Ci Instagramie! <3.<3
   W Paryżu było świetnie! Chociaż byliśmy tam (szkolna wycieczka) tylko jeden dzień zakochałam się w architekturze, zabytkach, i ogólnie w  tym mieście! Widzieliśmy wszystkie główne zabytki, byliśmy także w Stade de France i na przejażdżce po Sekwanie. Najbardziej podobała mi się wieża Eiffle'a. Nie wiedziałam, że jest aż taka duża :) 
   Byliśmy także we francuskiej gimbazie (już nie w Paryżu, ale w mieścinie, gdzie mieszkaliśmy). Wszystkim Anglikom się nie podobało, powtarzali, że dziękują Bogu za Chancellor's (tak się nazywa moja gimbaza btw), że już nigdy nie będą narzekać na nią, ale mi (reprezentującą Polskę na tej wycieczce) się bardzo podobało. Francuska gimbaza jest taka sama jak polska! 



To ja z kumplami, a raczej kumple ze mną. Jakby ktoś nie mógł mnie poznać, to zrobiłam dla Was specjalną niespodziankę


Jezu Święty, czy ja kiedykolwiek dorosnę?


Byłam taka zachwycona wieżą, że postanowiłam, że taka sama musi stanąć na moim biurku


    Czyżbyście myśleli, że Julka wyjechała z Francji bez ŻADNYCH cukierków? Mylicie się. Kupiłam sobie prawie 1,5kg Carambar'ów. Kto był we Francji wie, że są najlepszymi (albo prawie) cukierkami na świecie. UWAGA dla tych, którzy mają aparaty (wiecie, te na zęby), moja kumpela Lydia złamała sobie swój na jednym z nich. Ja na szczęście nie mam więc chrupię jeden po drugim. Omnomnom.
   Kupiłam sobie także bluzkę z Paryża, ale nie mogłam zrobić jej zdjęcia, bo mam ją aktualnie na sobie (jestem w piżamie). Kiedyś ją zobaczycie! 

  Święta zleciały dosyć dobrze, mam nadzieję, że Wasze także. Niestety nie pomyślałam o robieniu zdjęć. Teraz, aktualnie mam half-term (ferie angielskie) aż do 15. Chcę dużo biegać (po wczorajszym 5km biegu zdałam sobie sprawę, że moja kondycja to przepaść i, że muszę odzyskać swoją formę) i pisać. Znalazłam sobie partnerkę do biegów (która mnie motywuje swoją dobrą formą), a dzisiaj siedzę przy kompie i mam takie zakwasy, że nie mogę się w ogóle ruszać. Co za przepaść. Dzisiaj sobie odpuszczam, bo pewnie do sklepu się nawet nie doczłapię, a jeszcze muszę zapisać Dragonkę do okulisty

Trzymajcie się! 

Julka :*

P.S. Oj rozpisałam się! Mam pisać w tym rozmiarze czy w tym większym? Wszystko dla Waszej wygody!